Dla tych, którzy chcą wiedzieć co u mnie

Nie spodziewałam się, że ktokolwiek jeszcze mnie pamięta. Mnie i moje wpisy. Dla zainteresowanych napiszę po prostu co u mnie i właściwie dlaczego nie piszę postów i dlaczego nie wracam, a przynajmniej teraz.

Jestem trochę zajęta ponieważ:
- piszę pracę inżynierską (nie wiedziałam, że dotrwam do tej chwili, ale jednak), na co mam czas do końca stycznia tego roku, więc muszę streszczać dupę, że tak się wyrażę,
- uczę się (mało bo mało, ale jednak coś tam od czasu do czasu robię),
- robię i obrabiam zdjęcia, aktualnie to jedno z niewielu moich źródeł dochodu.

Jeśli zaś chodzi o moje sprawy sercowe, to wszystko się uspokoiło. Dalej jestem z tym, którego znacie z moich opowieści. Jest nam razem dobrze i ostudziliśmy swój temperament, nie kłócimy się tak, jak to pamiętacie. M. w końcu zbliża się do trzydziestki, a ja do ćwierćwiecza (w tym roku co prawda skończę dopiero dwadzieścia cztery lata, a M. dwadzieścia osiem, ale to jednak bliżej niż dalej). Jeszcze ze sobą nie mieszkamy ALE w kwietniu tego roku idę do PRACY, więc prawdopodobnie będę miała pieniądze na to, aby się wyrwać z domu. I nie do sklepu ani na ulotki, tylko do poważnej pracy jako recepcjonistka w prywatnej klinice okulistycznej, która będzie znajdowała się w największym budynku w Polsce. Powiem Wam, że stawka całkiem przyzwoita, mój M. stwierdził, że chyba źle wybrał swój zawód.

Ponadto... Zaczęłam z powrotem czytać książki, co jest dla mnie niemałym zaskoczeniem! I wiecie, że naprawdę sprawia mi to przyjemność? Generalnie jestem w niemałym szoku. Cieszy mnie to ogromnie, bo myślałam, że moje lenistwo sięgnie zenitu, serio.

No i od niecałego roku mam nową lustrzankę. Zmieniłam system z Sony na Nikona i nie żałuję ani trochę. Aktualnie posiadam Nikona D7000.

W połowie stycznia mój M. leci do Azji, na niecały miesiąc. Nie wiem co ja zrobię bez niego! Ja i tak nie mogłabym lecieć z nim bo muszę napisać pracę i się obronić. Będąc w Azji nie miałabym na to najmniejszych szans.

Jeśli już jesteśmy przy podróżach, to w 2011 roku, w listopadzie poleciałam z moją koleżanką ze studiów do Włoch na trzydniowe wakacje, przy okazji korzystając z tanich linii lotniczych Ryanair. Wsiadając do samolotu moja twarz przybierała wszystkie kolory tęczy, tak się bałam. Czy słusznie? Ciężko określić. Dopiero po moim powrocie M. oświadczył, że w Ryanairze latają praktykanci (vel. piloci z małym doświadczeniem). Podróż jednak bez większych przygód. Same Włochy, czyli Bolonia, Florencja i Wenecja były cudowne!!! Byłam wcześniej jeszcze dwa razy w Italii, ale nie zwiedziłam tych miast. Pewnie dlatego, że byłam uzależniona od opiekunów obozowych, a tym razem ja i moja koleżanka byłyśmy zdane tylko na siebie! Podróżowałyśmy same i spałyśmy w Bolonii u znajomego. To było naprawdę świetne doświadczenie. Planujemy z koleżanką kolejne podróże!

Dobrze, dość już tych informacji. Kiedyś jeszcze do Was coś napiszę. Także żegnam się i pozdrawiam wszystkich, których interesowało moje życie i to, co u mnie słychać. Naprawdę czasami żałuję, że tak wielu sytuacji tu nie opisałam, bo wiele zapewne w końcu ucieknie w niepamięć, ale widocznie tak ma być.

3 stycznia 2012, godz. 10:39
komentarze (7)




Layout

Wykonała Inez ©
Szablony.Blogowicz.info
Blog & Pomoce Blogowe