Enlatwstecz, ach, wrócić tam, wrócić!

Zauważyłam, że im mniej smutku w moim życiu, tym mniej twórczej weny do czegokolwiek. Bo najgorszy jest taki stan pomiędzy. Takie zawieszenie w czasoprzestrzeni.

Nie wiem czy marniejsze jest przeżywanie trudnego okresu dorastania obfitującego w zawody miłosne, kontemplacjami nad sensem własnego życia, picie alkoholu w krzakach, bunkrowanie się z papierosem, piwoniowa czerwień, kiedy tylko ON się do mnie odezwie czy najzwyklejsza na świecie nuda i brak większych komplikacji. Wszystko to razem, do kupy wzięte chyba lepsze jest od wpadania w rutynę i monotonię. Źle mi, kiedy jedynym moim poważnym zmartwieniem jest matura, przyszłość... Cholera, naprawdę chciałabym sobie popłakać przez Pawełka, mieć myśli samobójcze i ogólnie odczuwać taką wewnętrzną potrzebę niebytu.

Fikuśne to życie. Kiedy byłam w tym okresie, kiedy wszystko wydawało mi się odwrócone plecami do mojej osoby było mi tak okropnie i niedobrze. Melancholia wyłaziła mi bokami. A teraz, gdy to wszystko skończyło się, ja za tym zatęskniłam! Wtedy to z życia czerpało się ile tylko można było. Jednego dnia lało się rzewne łzy przez Pawełka, a drugiego promieniowało uśmiechem. A teraz? Teraz to tylko nuda, nuda, nuda. Zatapiam się w tej nudności. Nudności już od nudy mam. Nuda, nuda, nuda. Weźcie już tą nudność.
I tak, aby moje życie nudne już nie było postanowiłam wczoraj złapać doła. Tak, tak, cały świat obrócił się przeciwko mnie. Jestem ta najgorsza, najstraszniejsza, najokropniejsza, nic nie umiem, nikt mnie nie docenia. W gardle urosła gula.

Rozpłacz się! Rozpłacz się! Rozpłacz się! - dopingowałam sama sobie. Jednakże, jak na złość, mój ładunek emocjonalny był zbyt mały aby po moim policzku spłynęła łza. Bo kiedy chcę się rozpłakać, za cholerę mi to nie wychodzi. Zaś, gdy życie stawia mnie w odwrotnej sytuacji łzy leją się... Jedna po drugiej. Kap, kap, kap, kap. A potem wycieram sobie policzki rękawem, pociągam nosem i wszystko wraca do normy. I potem tylko nudności życia Ziemianina.

Ach, gdyby tak się cofnąć pare lat do przodu i przeżywać te wszystkie kryzysy. Ach, zrobić to raz jeszcze. Ach, ach, ach. W marzeniach się rozpływam. Świat idzie tylko do przodu.

Kinga 30.11.2006, 18:27

Stan pomiędzy może być bardzo twórczy. Bo w nim troche smutku i troche radości.
Pomyśl co lepsze- życie bez problemów i nudne, czy wrzeszczące dziecko, nerwówka w pracy i marudny mąż...
Wybieram dzisiaj.

sav 29.11.2006, 21:44

jesienna? codzienna i całoroczna :) nuda nuda nuda.

jeestem 29.11.2006, 21:05

Dzięki za radę :p nie wpadłabym na to :D Całuski ;*

dzemo 29.11.2006, 21:00

masz zajefajny szablon.
co do kina to możesz iść ze mną :)
a co do humorów i huśtawek nastrojowych...nienawidzę. :|

jaknigdydotad 29.11.2006, 20:54

eh..takie hustawki nastrojow nie sa dobre, juz chyba wolalabym sie nudzic..a mam to i to..ciezko, ale zyc trzeba..:):)

odrodzony.blog.pl 29.11.2006, 14:59

Niezwyczajna....

Tyle na dziś:P

Paweł