Poniedziałkowe, zmęczone refleksje

Dlaczego poniedziałek jest najgorszym dniem tygodnia? Pytanie retoryczne wręcz. Czy odpowiedzią na nie (tak, tak, pytania retoryczne przeważnie nie posiadają odpowiedzi ponieważ ona jest oczywista ale ja jednak skuszę się i postąpię wbrew tej regule) jest po prostu przerażające widmo całego tygodnia?

Najprawdopodobniej. W każdym razie ja po prostu nienawidzę tego dnia. Od siódmej trzydzieści do czternastej pięćdziesiąt pięć jestem na nogach. Przepraszam! Nie policzyłam wstawania za pięć szósta... Po męczącej niedzieli (tak, tak, zawsze wszystkie obowiązki zostawiam sobie na niedzielę!) muszę wygramolić się z łóżka właśnie o tej godzinie. Dzisiaj niewiele brakowało, a przespałabym własny przystanek. Cóż... Często mi się to zdarza. Trudno się mówi.

To już druga kawa. I znowu zaczyna się doładowywanie baterii za pomocą kofeiny! Przez to drgają mi mięśnie. Słyszałam, że ponoć kawa wypłukuje magnez czy tam żelazo z organizmu.

Jednak wiecie co Wam powiem? Poranny papieros to całkiem fajna sprawa. Dzisiaj stałam tak sobie i spojrzałam nagle w pewne okno. Zapalone światło, bez firanek, a tam co? Jakiś dorosły mężczyzna z całkiem niezłym ciałem. Stałam tak paląc i patrzyłam na tego faceta bez skrępowania. Miły początek niemiłego dnia. Przynajmniej tyle.

Ogólnie to chyba spełniam swoje dziecięce marzenia. Mając lat dwanaście byłam po uszy zakochana w pewnym Rafale. Rafał ten jest synem znajomych moich rodziców. Przez równe dwa lata nie było dnia, żebym o nim nie myślała. Jednakże ten bezduszny osobnik płci męskiej za każdym razem odrzucał moje uczucia! A teraz, po sześciu latach idę z nim na studniówkę... Oczywiście pod warunkiem, że daty naszych imprez na sto dni przed maturą nie będą ze sobą kolidować. No kurcze... Jaki ten los potrafi być przewrotny! Musiałam czekać na to aż sześć lat! Śmiać mi się chce. Ale to chyba dobrze.

Jeśli zaś chodzi o moje serduszko to nie powiem nic. Albo tylko tyle, że niedaleko mnie mieszka ktoś, kto pociąga mnie bardzo. A nawet bardzo, bardzo. I jak go mijam lub się z nim spotykam nie mogę odepchnąć od siebie nieprzyzwoitych myśli. Ups.

absolutna 02.11.2006, 15:11

w związku ze studniówką (to mało z tematem generalnie związane, ale rada zawsze przydatna:P). BAW SIĘ! Ja miałam swoją kompletnie do dupy..

odrodzony.blog.pl 24.10.2006, 16:37

Zaraz, chwila, co za Ups ??

Łap za pióro, kartka papieru w dłoń i przelewaj swe lubieżne myśli na papier... Chętnie poczytam :)

I oczywiście będę odwiedzał :)

Pozdrawiam optymistycznie...

Paweł

opozycja 23.10.2006, 22:53

I hate mondays too :D
100dniówka- jako maturzystkę też mnie to lekko przeraża!
Ale na pewno będzie super.
pozdrawiam:*

margie 23.10.2006, 18:42

mi tam do studioówki daleko ^^ ale z wielką chęcią powtórzyłabym Twoją sytuację.
Poniedziałków też nie lubam. To takie przykre powroty do szarej rzeczywistości po weekendzie. Ech. Gdyby zaczynać tydzień od wtorków... Wtedy nienawidziłabym wtorków :]
Dziękuję za komentarze.

bettersweet 23.10.2006, 17:04

życie uczuciowe piękna sprawa.
Poniedziałek już mnie;)
;*