Wagon siódmy

Rzuciła okiem na zegarek. To już szesnasta dwadzieścia dwie. Było ciemno. Nic dziwnego, w końcu to grudzień. Spojrzała w kierunku nadjeżdżającego pociągu. Tym razem był wyjątkowo punktualny... Wyjęła z kieszeni telefon komórkowy. Krótka wiadomość tekstowa już dawno doszła. Odczytała ją. Wagon siódmy - widniał tekst a ona głośno przełknęła ślinę. Jej ciałem wstrząsał dreszcz podekscytowania i strachu. Dzisiaj ujrzy go po raz pierwszy.
Pociąg stanął. Głos, informujący o przyjazdach i odjazdach, który teoretycznie powinna słyszeć zniknął gdzieś daleko, poza jej świadomością.

Szybkim krokiem szła wzdłuż pojazdu licząc wagony. Pierwszy, drugi, trzeci... Wyjęła błyszczyk o smaku truskawki, w końcu obiecała. Czwarty, piąty... Schowała go z powrotem. Szósty... Jej serce waliło jak oszalałe. Nie mogła uwierzyć, że zgodziła się na to. Siódmy. Drzwi jednego wagonu otworzyły się. Z jego wnętrza ludzie wysypywali się jak mąka z dziurawego worka. W nieskończoność. Stała tak z dudniącym sercem i obserwowała każdego człowieka, który szedł w jej kierunku. Każdy z nich to może być On, myślała. Denerwowała się jak nigdy. Serce omal nie wyskoczyło z jej klatki piersiowej. Po krótkiej chwili ujrzała kogoś, kto Go przypominał. Poczuła jak drżą jej dłonie... Tuż przed nią zawrócił i poszedł w innym kierunku. Nie, to na pewno nie mógł być on, pomyślała i trochę jej ulżyło.

To istne szaleństwo! Co ja robię?! - miała wrażenie, że kurczy się z nerwów. Już chciała się odwracać, gdy nagle przed nią pojawił się On. Lekko odchyliła głowę do tyłu. Po kilku sekundach poczuła Jego wargi na swoich. Złączeni w namiętnym pocałunku zapomnieli o całym świecie. Po tylu miesiącach rozmów wreszcie mogli poczuć się nawzajem. Dotknął lekko dłonią jej twarzy. Czuła, że również był zdenerwowany. Opuszkami palców delikatnie gładził jej zimne i zarumienione już lico.

Charakterystyczny głos poinformował, że pociąg zaraz odjedzie. Niechętnie odsunęli się od siebie. Spojrzała w głąb Jego oczu. Były pełne podekscytowania. Gdy już odchodził wsadziła mu w dłoń błyszczyk, którym dwie minuty temu malowała swoje usta.

- Żebyś pamiętał - powiedziała.

A on po raz ostatni cmoknął ją w usta.

- Dziękuję - odparł i wrócił do pociągu.

wtf 13.11.2006, 16:26

łoł... pod wrażeniem ;];]!

Karo 11.11.2006, 18:18

w sumie to może być czyjaś prawdziwa historia (;

odrodzony.blog.pl 11.11.2006, 17:18

Cieszę się, że znów piszesz... Szwarc uleciał w niepamięć.. i doskonale, tak trzymać :)

A tekst .... super... strasznie wymowny i sugestywny :)

Paweł